Die Speicherstadt – recenzja

Jest przełom XIX i XX wieku. Hamburg stał się jednym z najbardziej znaczących miast portowych północnej Europy, ba! jednym z najpotężniejszym portów ówczesnego świata. Jego sercem jest dzielnica zwana Die Speicherstadt – przepięknie pod względem architektonicznym rozwiązany kompleks magazynów portowych, powstały na 26 hektarach powierzchni i wzniesiony po części na dwóch wysepkach na Elbie, w większości jednak bezpośrednio na filarach osadzonych na dnie rzeki. W sporej mierze to tu właśnie – na nadbrzeżach i w murach magazynów oraz kontorów, stłoczonych pomiędzy kilkoma wąskimi kanałami – powstaje gospodarcza potęga Hamburga.

W 2010 roku, nakładem wydawnictwa eggertspiele, pojawia się  gra planszowa „Die Speicherstadt”. Inspiracja całkiem nieprzypadkowa: eggertspiele swoją siedzibę ma właśnie w Hamburgu, zresztą przywiązanie i tematyczne odniesienie do ojczystego regionu pokazało już swego czasu wydając „Hamburgum”. I jak w przypadku „Hamburgum”, tak i w „Die Speicherstadt” – inspiracje i odniesienia są jedynie punktem wyjścia, a nie celem samym w sobie – to nie jest gra historyczna, to nie jest gra edukacyjna, to lekka, rodzinna, strategiczna gra ekonomiczna.
Miałem – podobnie jak wcześniej w przypadku „Havany” – okazję śledzić powstawanie „Die Speicherstadt”. Raz po raz jakaś nowinka dotycząca gry trafiała na moją skrzynkę – począwszy od pierwszego szkicu instrukcji, gdzie już na pierwszy rzut oka z niewielkiej garstki zasad wybijał się oryginalny mechanizm licytacji, przez kolejne wersje robocze reguł i ilustracji, aż po komponenty w wersji przedprodukcyjnej. Obserwowałem, jak gra dojrzewa, z coraz większym zainteresowaniem, tym bardziej że nazwisko autora, Stefana Felda, jest dla mnie rekomendacją samą w sobie. Ciekawym doświadczeniem było też podglądanie kolejnych etapów pracy ilustratorów. Na pudełku widzimy dwa nazwiska – Michael Menzel i Harald Lieske – w istocie więcej tu ręki Haralda, Michael zilustrował tylko pudełko. I jeszcze jedna ciekawostka: W planach było dodanie do gry prawdziwych metalowych monet – tłoczonych według specjalnie zaprojektowanego wzoru. Ostatecznie ten pomysł się wydawnictwu nie skalkulował, ale jakby na pamiątkę po nim znalazła się w pudełku jedna  moneta z metalu, obok 25 monet „wybijanych” na srebrzonym kartonie. Podczas rozgrywki służy ona jako znacznik gracza rozpoczynającego turę.
Ale skoro już do pudełka zaglądnęliśmy, to wyjmijmy i resztę komponentów gry. Mamy tu więc – oprócz wspomnianych monet – podłużną planszę, talię kart, drewniane figurki pracowników w kolorach graczy oraz kolorowe kosteczki towarów, które przed każdą grą trafiają do płóciennego woreczka.  O wykonaniu gry powiem krótko: Bez zarzutu. Nieco się co prawda obawiałem, czy kartonowe monety po kilku partiach wciąż zachowają swoją estetykę – wydawało mi się, że będą podatne na ścieranie i zadrapania, ale – o dziwo – przetrzymały nawet kilka rozgrywek w gronie gimnazjalistów.

zdjęcie: Rebel.pl

Dzięki dobrze napisanej instrukcji szybko dowiemy, jak należy przygotować stół do gry, a przede wszystkim, jakie typy kart w niej występują oraz w jaki sposób należy przygotować zakryty stos zawierający  tzw. karty handlu dla poszczególnych etapów rozgrywki. Talię kart przeznaczonych do licytacji podzielono bowiem na pory roku, rozgrywane w kolejności od zimy do jesieni. Ma to kluczowe znaczenie, ponieważ każda pora roku przynosi ze sobą nieco inną pulę kart, co warto sobie uświadomić, zanim  jeszcze zasiądzie się do rozgrywki, aby nie wstać potem z mylnym wrażeniem, że to jakaś kolejna, głupia, losowa gra. Szczegółowy opis każdego rodzaju kart wraz ze wskazówką, w której porze roku i jak często możemy się danej karty spodziewać, bardzo czytelnie ujęto w instrukcji.
Same zasady gry zaproponowano graczom w dwóch odsłonach. Dla niecierpliwych przygotowano szybkie wprowadzenie (1 strona!) – pozwalające rozpocząć zabawę właściwie od razu po przygotowaniu planszy i talii kart. Same karty poznaje się wtedy na bieżąco, w momencie pojawiają się ich w grze. Jeśli zaś ktoś lubi wiedzieć z góry, co go czeka i chętnie poznaje możliwości gry przed rozgrywką, temu autor poleca przeczytanie pełnej instrukcji wraz z objaśnieniami kart.
Jak się gra w „Die Speicherstadt”? Każda runda składa się z czterech lub pięciu faz. W fazie podaży, w zależności od liczby graczy, odkrywa się z talii od 3 do 6 kart i wykłada je na planszy, na pola umieszczone poniżej budynków magazynowych. Następnie rozgrywa się fazę popytu. Popyt na poszczególne karty ustalają sami gracze, ustawiając na zmianę po jednym swoim pracowniku  w kolejce ponad interesującymi ich kartami. Jeśli nad jakąś kartą stoi już pionek któregoś z graczy, kolejny pracownik jest ustawiany powyżej poprzednika. Nad szczególnie pożądanymi kartami może pojawić się w ten sposób spory rządek chętnych kupców. A może to nie chęć kupna, a tylko próba przeszkodzenia przeciwnikom popycha konkurencję do wysyłania swoich pracowników akurat po tę kartę? Całkiem możliwe – bo właśnie między innymi o to w tej grze chodzi. Przyjrzyjmy się chociażby zasadom rządzącym fazą zakupów. Tu ustala się cenę dla każdej karty z osobna – patrząc od lewej ku prawej. Gracz, którego pracownik stoi najniżej w kolumnie nad daną kartą, może ją zakupić za tyle monet, ile pionków pracowników znajduje się ponad tą kartą. Jeśli nie chce lub nie może sfinalizować transakcji, zabiera swój pionek z planszy, a prawo zakupu przechodzi na właściciela kolejnego pionka w kolumnie, potem ewentualnie na następnego, itd. – oczywiście już po odpowiednio niższej cenie. Zakupione karty gracze układają przed sobą, niezakupione usuwa się gry.

zdjęcie: Rebel.pl

Gdy, wraz z kartami wiosny, pojawiają się w hamburskim porcie pierwsze statki, wiozące cenne towary, czyli kolorowe kosteczki, które od jeszcze w fazie podaży losuje się z woreczka i układa na karcie statku – gracze rozgrywają także fazę przeładunku. Towary z zakupionych kart statku muszą zostać od razu zagospodarowane. Gracz może położyć je na zakupionych wcześniej kartach kontraktów – i zwykle się ku temu skłoni, o ile tylko ma odpowiednie towary i odpowiednie karty kontraktów, bo gromadzenie towarów w celu zrealizowania zamówień klientów, to główny w grze sposób na zdobywanie punktów. Dużo gorzej, jeśli nie ma gdzie upakować zakupionych ze statkiem towarów – niezagospodarowane kosteczki trzeba odrzucić. Jest jednak kilka dodatkowych opcji. Ten z graczy, któremu udało się wcześniej wylicytować kartę Magazyn, może na niej przechować do 4 dowolnych towarów i wykorzystać je później do realizowania kontraktów, albo zostawić na karcie i podliczyć na końcu rozgrywki jako punkty. Dobrą alternatywą jest także sprzedaż towaru odpowiedniemu przedsiębiorcy. Tu jednak znowu warunek jest taki, że gracz kartę tego przedsiębiorcy już posiada. Ponieważ każdemu z pięciu towarów występujących w grze odpowiada tylko jedna karta przedsiębiorcy, a wszyscy oni mogą zostać zakupieni jedynie w pierwszej fazie rozgrywki – czyli w zimie – zdarza się często, że palacz kawy jest u jednego gracza, ale już wulkanizator czy handlarz dywanów u innego. Możliwości sprawnego spieniężania towarów są zatem dość ograniczone. Żeby jednak nie było, że jest aż tak strasznie trudno, każdy z graczy od początku gry ma przed sobą kartę Hala targowa. Pozwala ona na trzy operacje z kosteczkami. Można na niej przechować jeden towar, można dzięki niej zamienić dwa towary na 1 monetę, albo zamienić 3 towary na dowolny inny. Zwykle jest więc jakaś możliwość wykorzystania towarów – mniej lub bardziej z korzyścią dla własnych interesów. A gdy już wszyscy nabywcy statków zakończyli rozładunek, ostatnią fazą rundy jest faza dochodu – tu każdy z graczy dobiera sobie po 1 monecie, a jeśli ktoś nie zakupił żadnej karty – otrzymuje aż 2 monety.

Szczególnymi momentami w grze jest pojawienie się karty Pożar. Dzieje się to trzy razy w ciągu samej rozgrywki – na wiosnę, w lecie oraz na jesieni, a czwarty pożar w dzielnicy magazynów kończy grę. Przez dodanie tych wydarzeń do talii,  autor praktycznie zmusił graczy do uwzględnienia ochrony przeciwpożarowej w swoich inwestycjach i do (przynajmniej od czasu do czasu) licytowania obok wielu innych przydatnych kart, także kart Strażaków. Najważniejsze, żeby nie okazać się najsłabiej zabezpieczonym przed żywiołem przedsiębiorcą. Po odkryciu karty Pożaru zlicza się bowiem wartości kart Strażaków w posiadaniu poszczególnych graczy. Gracz z najlepszym wynikiem w tych kartach otrzymuje punkty wskazane na karcie Pożaru, za to gracz z najgorszym wynikiem – traci punkty. Z tego co widziałem podczas rozgrywek w „Die Speicherstadt”, całkowite ignorowanie kart Strażaków podczas licytacji jest właściwie samobójstwem.  Pewnie, nie trzeba być za każdym razem posiadaczem najsilniejszej drużyny strażackiej, choć taka strategia też ma swoje oczywiste walory, ale trzymanie się złotego środka jest bezpiecznym rozwiązaniem.

Wydaje mi się, że pisząc o rozgrywce w „Die Speicherstadt” i wspominając już o rozgrywaniu pożarów, warto od razu nakreślić w kliku słowach sposób określania zwycięzcy – tego potencjalnego, jeszcze w trakcie gry i tego nominalnego, na jej końcu. Przede wszystkim: Poza punktami dodawanymi lub odjętymi graczom za poziom przygotowania do pożaru, zaznaczanymi natychmiast na torze punktacji, reszta punktów po prostu leży przed graczami w ich kartach i towarach. Trzeba więc pilnie obserwować, co zdobyli przeciwnicy, w jakie karty inwestują i jakie karty będą ich jeszcze interesować. Po tych kilkunastu partiach muszę przyznać, że to dobrze, nawet jeśli początkowo – przy jeszcze słabej znajomości talii, to i owo graczom może umykać. Ostatecznie jednak takie rozwiązanie spaja grę w tym sensie, że wprost zmusza graczy do obserowania innych i do reagowania na strategie przeciwników. Nie byłoby takiego efektu, gdyby punktem odniesienia w trakcie rozgrywki uczynić tor punktacji. Zresztą spora dynamika sytuacji na stole, wynikająca z zasad poszczególnych kart, w dużej mierze uniemożliwia podliczanie punktów w trakcie gry Poza zrealizowanymi kontraktami i kartami przynoszącymi po prostu punkty zwycięstwa, pozostałe karty wciąż mają szansę generować kolejne zyski różnego rodzaju w następnych rundach.  Dopiero na zakończenie partii podlicza się więc punkty za kontrakty, dolicza punkty z niektórych kart oraz bonusy, jak choćby ten wynikający z karty Izba handlowa, której właściciel mógł nastawić się trochę bardziej na gromadzenie pieniędzy, ponieważ na koniec gry za każdą monetę otrzyma 1 punkt zwycięstwa.
Ogólnie – i to mi się w tej grze bardzo spodobało – jest w „Die Speicherstadt” odpowiednio spora przestrzeń dla pomysłów graczy na własne strategie. Kompletowanie towarów na kartach kontraktów to wyraźnie najbardziej intuicyjna droga ku celowi, ale pomiędzy zdobyciem karty kontraktu, karty statku i dopasowaniem odpowiednich towarów, gracz przemierza zwykle jeszcze wiele innych ścieżek, na których napotyka różnorakie metody ugrania dodatkowych punktów. Przy tym nie wydaje mi się, żeby istniała w tej grze jakaś jedna, zwycięska metoda. Najlepiej wypadał zawsze ten z graczy, który najsprawniej realizował swój plan, ale jednocześnie umiejętnie reagował na działania konkurencji.

Jak na grę posługującą się przede wszystkim kartami, losowość została w „Die Speicherstadt” znacznie ograniczona przez rozplanowanie talii pomiędzy cztery pory roku. Już po jednej lub dwóch partiach nie ma wątpliwości, że to właśnie znajomość talii jest przy tej planszówce sporym atutem. Warto wiedzieć, co nas jeszcze może czekać i mniej więcej kiedy, a na jakie karty już na pewno nie mamy co liczyć.

Mechanizm licytacji opisałem już wyżej,  tu  – przy okazji mówienia o wrażeniach z gry – dodam tylko, że jest on po prostu fajny, jest emocjonujący i działa dobrze, choć na satysfakcję z rozgrywania tej licytacji ma pewien wpływ liczba graczy. W rozgrywkach 5-osobowych, przy zaledwie trzech pracownikach na gracza i aż 6 kartach w ofercie na planszy, gra rządzi się niestety (albo stety) jakimś dziwnym prawem możliwie najtańszego wyboru. Z kolei moja pierwsza partia 2-osobowa niemal mnie do „Die Speicherstadt” zniechęciła – na szczęście szybko okazało się, że i w 2 osoby odpowiednio postawiony pracownik potrafi pokrzyżować plany przeciwnikowi, a co najmniej uszczuplić jego budżet. Czego mi jednak nieco tu brakowało, to konkurencji i większego wyboru kart na planszy. Nie, rozgrywki 2-osobowe nie są złe, są jednak bardziej taktyczne i nie mają tego rozmachu, jaki widać już przy 3 osobach. Ja osobiście najbardziej lubię pograć w tę grę właśnie w gronie 3- i 4-osobowym, przy czym 3 osoby to według mnie absolutne optimum.
Jako całość prezentuje się „Die Speicherstadt” niezwykle zgrabnie. Lekko zarysowana tematyka doskonale współgra z mechanizmem gry, a rozgrywka przebiega tak płynnie, że praktycznie nie ma tu oczekiwania na swoją turę. Sposób kształtowania popytu przez samych graczy przekonuje pomysłowością i prostotą zarazem. Talia kart jest tak skonstruowana, żeby zapewnić pewną odmianę w pojawiających się na planszy ofertach i zdynamizować interakcję pomiędzy graczami, a jednocześnie nie pozwolić na zbytni chaos.
Ciężarem i stopniem komplikacji zasad przypomina „Die Speicherstadt” poprzednią lekką, rodzinną grę z programu eggertspiele, wspomnianą już wyżej „Havanę” (w pewnym sensie pokazuje to kierunek obrany przez to wydawnictwo, chęć dotarcia do rodzin i początkujących graczy). „Die Speicherstadt” jest jednak bardziej przewidywalna i w moim odczuciu – nawet przy nieco różnych wrażeniach wyniesionych z rozgrywek z różną liczbą graczy – jakby mimo wszystko umiejętniej wyskalowana. Myślę, że kto zna już „Havanę” wraz z jej największymi słabostkami, ten na pewno będzie umiał dostrzec ich brak w grze o hamburskiej, portowej dzielnicy magazynów. A kto nie zna „Havany” – może spokojnie spróbować zagrać od razu w „Die Speicherstadt”. To tak samo łatwa gra, za to – moim zdaniem – sporą krztynę lepsza.

Dziękujemy sklepowi Rebel.pl
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 7/10
strategia / taktyka: 7/10
losowość: 3/10
interakcja: 8/10
wykonanie gry: 10/10
stosunek cena do jakości: 8/10 (Rebel.pl 89,95 PLN )

moja ocena dla „Die Speicherstadt” w serwisie BGG: 8

Podstawowe informacje o grze:

tytuł: Die Speicherstadt
Liczba graczy: 2 – 5
Wiek: od 8 lat
Czas gry: 45  min
Wydawca: eggertspiele
Projektant: Stefan Feld
Instrukcja: niemiecka lub angielska, polska dodawana przez sprzedawcę

Zawartość pudełka:
* plansza
* 1 metalowa moneta
* 5 kart hal targowych
* 54 karty handlu
* 54 drewniane znaczniki towarów
* 25 żetonów monet
* 20 pionków pracowników (po 4 w 5 kolorach)
* 1 woreczek z materiału
* instrukcja

Die Speicherstadt na BGG

You may also like...

Dodaj komentarz

Proszę, podziel się swoimi wrażeniami o przeczytanej recenzji.

Wypełnij krótką ankietę


Nie, dziękuję. Może zostawię komentarz…