Monuments – 12 cudów świata

„Monuments” Stefana Risthausa to gra o starożytnych cywilizacjach, która ukazuje jeden, szczególny ich aspekt. Sławne budowle owych czasów powstają tu i przyciągają swoim blaskiem uwagę kronikarzy. I to właśnie wznoszenie owych okazałych budowli oraz nakłanianie historyków,do wzmiankowania ich w swoich dziełach jest głównym zadaniem graczy.

Grę upakowano w średniej wielkości pudełko, które zawiera karty, planszę, drewniane znaczniki, instrukcję i pomoce graczy. Na pierwszy rzut oka „Monuments” sprawia wrażenie gry planszowej, de facto jest to jednak gra karciana. Plansza zawiera li i jedynie tory punktacji. Obiega ją tor na punkty graczy. Z boku znajduje się tor, na którym gracze umieszczać będą swoich kronikarzy po spisaniu przez nich relacji. W centrum umieszczono skalę, na której oznacza się aktualną wartość każdego z 12 występujących w grze budynków. 
Jeśli chodzi o karty to w talii występują ich dwa rodzaje. Karty projektów pomagają po prostu szybko zorientować się, które budowle są już wybudowane i przez ilu graczy. Na początku gry układa się je na stole stroną przedstawiającą 2 symbole budynków. Gdy któryś z graczy wybuduje po raz pierwszy dany monument, odpowiednią kartę projektu obraca się na stronę z 1 symbolem. Po skorzystaniu z projektu tej budowli przez kolejnego gracza, kartę usuwa się z gry – każdy z cudów starożytnego świata można bowiem wybudować w tej grze tylko dwa razy.
Właściwe serce gry stanowią karty budowli. To one właśnie będą obiektem działań graczy i na nich koncentruje się cała mechanika rozgrywki. Każda z nich charakteryzuje się innym kolorem, zawiera ilustrację i nazwę budowli, posiada wartość wyrażoną liczbą oraz jeden z trzech symboli: statek, hełm lub papirus. Niektóre karty oznaczono poza tym specjalnym symbolem, wskazującym, że należy je usunąć z talii przy rozgrywce dla mniej niż 4 graczy.
Z odpowiednio przygotowanej talii gracze otrzymują na początku partii po 5 kart na rękę, a trzy karty odkrywa się i kładzie na stół. Tworzą one odkrytą pulę. To znane z wielu innych gier rozwiązanie pomagające okiełznać losowość w grach karcianych. W „Monuments” autor poszedł o wiele dalej w tym dążeniu. Całkowicie zniesiono limit kart na ręce graczy. Nie osiągnął tym wprawdzie całkowitej nieobecności przypadku w grze, ale pozwolił graczom za to dłużej odczekiwać z wykorzystaniem uzbieranych kart. A jak się jeszcze przekonamy, prawo gracza do wyboru dobrego momentu dla swoich akcji, jest zasadniczym rysem tej gry.
W swojej turze gracz wybiera, jaki charakter przyjmą jego działania, to znaczy czy rozegra etap budowli czy etap kronikarzy.
Jeśli zdecydował się na etap budowli, ma do wykorzystania 3 akcje. Rozgrywa je w dowolnej kolejności i w dowolnej kombinacji, korzystając z kilku dostępnych opcji: Dobiera kartę na rękę (z odkrytej puli lub ze stosu kart) lub zagrywa karty. W tym ostatnim przypadku może to zrobić, aby rozpocząć nową budowlę, rozbudować już rozpoczętą budowę lub zakupić punkty zwycięstwa. Rozpoczęcie budowli obejmuje zagranie co najmniej dwóch kart danej budowli w przypadku gracza, który wznosi ją jako pierwszy, a co najmniej trzech kart w przypadku kolejnego gracza rozpoczynającego tę budowę. Rozbudowa budowli to po prostu dokładanie jej nowych kart w obszarze budowy gracza. Zakup punktów zwycięstwa zaś to bardzo ciekawa opcja, ładnie zaokrąglająca kształt tej odsłony tury i zgrabnie poszerzająca pole manewrów gracza, a jednocześnie zwiększająca wartość tych kart na jego ręce, których nie chce lub nie może wykorzystać do budowy. Wybierając tę akcję, odrzuca się dwie karty dowolnych budynków zawierające ten sam symbol i uzyskuje po 1 punkcie zwycięstwa za każdy taki symbol na kartach leżących we własnym obszarze budowy. Paletę możliwych taktyk gracza powiększa także możliwość zakupienia dodatkowej akcji, a to również przez odrzucenie pary kart o tym samym symbolu.
Etap kronikarzy polega na zabraniu przez gracza po jednej karcie leżącej na szczycie każdego stosu budowli w obszarach przeciwników, który zawiera co najmniej 2 karty. Liczba zebranych kart określa długość relacji kronikarza, którego pionek gracz umieszcza na odpowiednim polu przeznaczonego do tego toru punktacji. Dodatkowo za każdą użytą do spisania relacji kartę, przesuwa się znacznik odpowiedniej budowli na skali punktacji budynków. W ten sposób za każdym razem, gdy budowla jest rozbudowywana przez jednych graczy tak, że może być potem wykorzystana przez któregoś z ich przeciwników do stworzenia relacji, budowla ta zyskuje na wartości. Etap kronikarzy ma w grze duże znaczenie także ze względu na dwie inne zasady rządzące punktacją końcową. Przede wszystkim za każdego kronikarza, który nie spisał relacji (a więc nie trafił na planszę punktacji) gracz traci na koniec gry 12 punktów. Z kolei kronikarze, którzy spisali 3 najdłuższe teksty, przynoszą punkty bonusowe. Stąd też w „Monuments” tak dużą rolę odgrywa właściwe wybranie momentów w których dokonamy spisania relacji, tak aby móc ustawić naszego kronikarza możliwie jak najdalej na torze relacji, a jednocześnie nie dać się ubiec przeciwnikom, którzy na pewno także uważnie obserwują rozbudowujące się właśnie budynki.
Kwestia właściwej decyzji we właściwym momencie pojawia się w tej grze zresztą także przy okazji innych akcji gracza. Na pewno łatwiej jest graczowi wystawić daną budowlę jako pierwszy. Potrzeba na to mniej kart, można sobie wtedy też ewentualnie jakieś karty tej budowli pozostawić w odwodzie na ręce, na wypadek, gdyby któryś z innych graczy chciał podjąć walkę o punkty za nią. Na koniec partii każdy budynek przynosi bowiem pewną liczbę punktów, zależnie od jego aktualnej wartości wskazywanej przez znacznik na odpowiednim torze skali. Jeśli jakąś budowlę wybudował tylko jeden gracz, otrzymuje wszystkie punkty wskazane w nagłówku kolumny ponad znacznikiem. Przy dwóch graczach większą część punktów (2/3 sumy) uzyskuje ten z graczy, który posiada przed sobą więcej kart budowli, drugi musi zadowolić się resztą. Jeśli jednak obaj gracze mają budowle składające się z tej samej liczby kart, remis na korzyść któregoś z graczy rozstrzyga karta o najwyższej wartości. Warto zatem pamiętać o umieszczaniu wyższych wartości kart na samym dole stosu budowli, skąd nie mogą zabrać jej kronikarze. Ale, znowu, żeby zagrać aż tak rozsądnie, grający czekają niekiedy na lepsze karty, gdy tymczasem ktoś inny może zdążyć wybudować dany budynek po raz drugi, całkowicie niwecząc nasze plany w tym względzie.
Nie mniej ważny jest moment wykorzystania przez gracza symboli kart znajdujących się w jego obszarze budowy. Z symboli tych można w sprzyjających okolicznościach znacznie poprawić swój stan punktowy. Tu należy oczywiście pamiętać, że duże nagromadzenia kart w naszych stosach budynków wręcz prowokuje kronikarzy przeciwników do chwycenia za pióro. Nie należy więc przede wszystkim zbyt długo zwlekać z korzystania z tej akcji. Niestety, bardzo często zdarza się – szczególnie w pierwszych partiach graczy – że uczestniczy rozgrywki nie doceniają tego elementu gry, albo wręcz zapominają o tej opcji. Podobnie zresztą często zapomina się o prawie do zakupu dodatkowej akcji, która przecież w odpowiednim momencie może przynieść graczowi o wiele więcej korzyści niż stracił on, płacąc za ten przywilej dwie karty z ręki.

„Monuments” jest gra dziwnie mało popularną w gronie polskich graczy. Mam zresztą wrażenie, że w gronie graczy niemieckich mimo wszystko jej losy są podobne. Tymczasem jest to naprawdę niezła gra karciana o prostych zasadach i zadziwiającej głębi. Poszczególne mechanizmy gry doskonale ze sobą współpracują, wpływają na siebie nawzajem, tworząc zależności, które odkryjemy w pełni dopiero po kilku partiach. Moim współgraczom i mnie gra przypadła do gustu. W porównaniu z inną grą o monumentach starożytnych kultur „7 cudów świata”, w którą gramy równolegle do „Monuments” – ta ostatnia zyskiwała co najmniej taką samą sympatię, a u niektórych z nas nawet nieco większą, jako tytuł o wiele bardziej przejrzysty i łatwiejszy do ogarnięcia pod względem zastosowanych w niej symboli.
Niestety ma też „Monuments” kilka wad, których nie sposób nie zauważyć ani przemilczeć. Już  w kwestii wykonania można temu tytułowi zdecydowanie co nieco zarzucić. Jeden z niemieckich graczy powiedział wręcz, że gra wygląda, jakby do pudełka włożono prototyp. Choć to nieco zbyt mocne słowa, to rzeczywiście szata i opracowanie graficzne gry prezentują się dość przaśnie. Przede wszystkim plansza wymaga naprawdę specyficznego – powiedzmy ascetycznego – poczucia estetyki. Narysowana rzeczywiście topornie, jest jednak przy tym przy tym bardzo przejrzysta i czytelna. Gorzej, że nie chce leżeć na stole całkowicie płasko. I nie jest to najwidoczniej mankament tylko mojego egzemplarza. Podobne uwagi zgłaszali także gracze i recenzenci niemieccy. Prawda, ze bardzo to w grze nie przeszkadza, ale dla recenzenckiej rzetelności niech pozostanie zanotowane „in minus”.
Jeśli chodzi o karty to tu graficznie jest całkiem przyzwoicie. Może wciąż nie jakoś szczególnie genialnie – nie można było przecież odbiec zbyt daleko od konwencji planszy, ale ja przynajmniej mogę na nie patrzyć z większą przyjemnością niż na tory punktacji. Ich problemem jest za to zbyt podobny kolor niektórych budynków. Są też te karty nieco za cienkie (kto miał w rękach polską grę „Na Grunwald” będzie miał porównanie).
Na pochwałę należy za to zaliczyć dobrze napisaną instrukcję oraz wyczerpujące pomoce dla każdego z graczy. W polskiej dystrybucji gra została wyposażona w czarno-białą wersję instrukcji oraz takąż też pomoc gracza (tak, sztuk 1). Przy tej grze brak koloru przy lekturze zasad akurat nie przeszkadza, jednak pomocy gracza po polsku mogłoby być ostatecznie rzeczywiście tyle, co i w oryginale.
Wracając do samych zasad gry i wrażeń jakie oferuje, to przyjemność z zabawy w „Monuments” może, choć wcale nie musi, popsuć dość długie podsumowanie rozgrywki. Na mój gust czas, jaki trzeba poświęcić na podliczenie każdej z …nastu przecież budowli, a potem jeszcze na przyznanie punktów za kronikarzy na i poza planszą oraz bonusów, to jednak o te kilka chwil za długo. Moim współgraczom natomiast ta lekka dłużyzna powiązana z trzema gramami matematyki nie przeszkadzała jakoś szczególnie, a niektórych nawet podliczanie punktów emocjonowało nie mniej niż sama gra – dla mnie taki entuzjazm był nieco niepojęty, ale ostatecznie, co kto lubi… Czego na pewno nie mogę potwierdzić, to zarzutu wobec tej gry, który sformułował Wolfgang Ditt, redaktor niemieckojęzycznej „Die Pöppelkiste”, który stwierdził, że przesunięcie podsumowania punktów w grze na koniec powoduje u graczy zamiast emocji bezradność i konsternację: u zwycięzcy, bo nie wie, dlaczego wygrał, a u pozostałych, bo nie wiedzą dlaczego uzyskali taką akurat kolejność. Taki wniosek można uważać za prawdziwy jedynie wtedy, jeśli nie dało się grze wystarczająco czasu, a przede wszystkim, jeśli nie dało się sobie czasu, na zdobycie w tej grze niejakiego doświadczenia. Już po kilku partiach obserwowanie bieżącej sytuacji w grze i prognozowanie ostatecznych wyników punktowych – choćby z grubsza – nie sprawia wielkiego problemu. Ogólnie rzecz biorąc – z przyjętą przez Ristausa formuła podliczania końcowego jestem w stanie się pogodzić, choć wciąż jestem zdania, że stoi w nieładnym kontraście do elegancji mechaniki samej rozgrywki.
Dużo mniej tolerancji może oczekiwać ode mnie wariant dwuosobowy zaproponowany przez autora. Tu obaj gracze grają dwoma kolorami, mają więc do dyspozycji dwa obszary budowy. Zarządzają nimi korzystając z jednej ręki kart. W etapie budowli może wykonać każdą z 3 akcji w jednym i tylko jednym ze swoich obszarów. W etapie kronikarzy zbiera karty także z tego własnego obszaru, który nie jest reprezentowany przez użytego kronikarza. Zwycięzcą zostaje ten z graczy, który uzyskuje więcej punktów w swoim „najsłabszym” kolorze.
Oceniając wariant dwuosobowy nie można wprawdzie powiedzieć, że jest źle pomyślany, bo działa. Rozgrywka traci jednak znacznie na swojej lekkości i dynamice. Gracze od razu chorują na skłonność do analizowania możliwych efektów akcji w każdym z dwóch kolorów. To przeliczanie zabija jeśli nie grę, to na pewno znaczną część przyjemności, którą powinna ona ze sobą nieść. W moim mniemaniu „Monuments” są po prostu grą dla 3 lub 4 osób. Wersja 2-osobowa jest dla mnie ostatecznością, do której na szczęście zapewne nie będę musiał już wracać.
Mimo swoich mankamentów pozostaje „Monuments” tytułem godnym uwagi i szkoda, że gra przeszła bez szczególnego echa – i to nawet mimo faktu, że wydawca i autor próbowali promować ją na różnych targach dwoma darmowymi dodatkami „Monuments: Händler, Helden und Gelehrte” oraz „Pergamon”. Czy wpływ na to, że ta gra pozostaje w cieniu, miało mało porywające pudełko lub ogólnie szata graficzna  (taka…. hm, raczej dla konesera niż dla szerokiej rzeszy odbiorców)? Czy winny jest stosunek jakości do ceny, który dosyć słabo wypada przy tej udającej planszówkę karciance? Czy „Monuments” przyćmiły po prostu inne gry, mające premierę w tym samym co ona czasie? Trudno powiedzieć. Patrząc na ten tytuł jako na produkt rynku planszówkowego, muszę przyznać, że rzeczywiście wypada nie najlepiej, choć też nie tragicznie. Ot, mogło by być w tym względzie ciut lepiej. Patrząc zaś na „Monuments” jako na  jedną z wielu pojawiających się na moim stole gier, powiem, że bardzo ten tytuł polubiłem i wciąż – będąc już po tych kilku, kilkunastu partiach – zagram weń chętnie.

Dziękujemy wydawnictwu G3 s.c.
za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 7/10

strategia / taktyka: 8/10
losowość: 2/10

interakcja: 3/10
wykonanie gry: 6/10
stosunek cena do jakości: 7/10 (Gryplanszowe.pl 105,00 zł)

moja ocena dla „Monuments” w serwisie BGG: 7

Podstawowe informacje o grze:

tytuł: Monuments
Liczba graczy: 2- 4
Wiek: od 10 lat
Czas gry: 45-60 min
Wydawca: Abacusspiele
Projektant: Stefan Risthaus
Instrukcja: niemiecka, polska (dodawana przez dystrybutora)

Zawartość pudełka:
* plansza
* 108 kart budowli
* 13 znaczników
* 12 kart projektów
* 16 pionków kronikarzy
* 4 pomoce graczy

* instrukcja

Monuments na BGG

You may also like...

Dodaj komentarz