Polarity (recenzja)

Dwóch przeciwników siedzi naprzeciw siebie, oboje pochyleni nad lnianą matą, na której wymalowany jest okręg. Na macie znajdują się białe i czarne pionki ułożone w różnych dziwnych pozycjach. Niektóre z nich zdają latać się nad matą. Gracze dokładnie analizują swoje ruchy, po czym przystępują do ich realizacji. Chyba dobrze widać, że Polarity (bo tak właśnie nazywa się gry) to kolejna…
Gra logiczna! Dajże już spokój z tymi abstrakcyjnymi badziewami. Zagrajmy wreszcie w coś, przy czym można dobrze się bawić nie wytężając zbytnio mózgownicy. W końcu w takim upale jaki panuje ostatnio nie jest to wskazane!
Czy jednak Polarity to kolejna gra logiczna? Przyglądnijmy się bliżej temu tytułowi.
Pudełko i jego zawartość
Polarity zapakowane jest w średniej wielkości kwadratowe pudełko wykonane z kartonu. Kiedy zaczniemy badać jego wnętrze naszym oczom ukazuje się plastikowa wypraska z przykrywką (!) pod którą znajdziemy:
  • lnianą matę do gry
  • 52 biało czarne dyski (niczym te z Othello – z jednej strony są białe, z drugiej zaś czarne)
  • 1 czerwony dysk.

Cóż tu można wiele powiedzieć o elementach. Lniana mata – równo utkana ;), ładnie obszyta a nadruki znajdujące się na niej sprawiają wrażenie solidnych. Może jedyną jej wadą jest to, że się mnie jeżeli ją się poskłada, więc wskazane jest prasowanie przed każdą rozgrywką.
Dyski są czarno-białe i wydają się być wykonane z plastiku. Jednak po dokładniejszej analizie okazują się być magnesami i to dość mocnymi. Co do ich wykonania też nie ma się do czego przyczepić. W końcu to magnesy zamknięte w garniturze z plastiku.
Magnesy powiadasz? Przynajmniej jako pionki służą bajeranckie magnesiki. Jak mi się gra nie spodoba to będę miał przynajmniej czym wieszać kartki na lodówce 😛 Powiedz więc do czego to wszystko służy!

Przebieg gry
Matę rozkładamy na stole, a na jej środku umieszczamy czerwony dysk. Pozostałe magnesiki dzielimy na dwa równe stosy – po jednym dla każdego gracza. Następnie grający białymi kładzie płasko na planszy 5 magnesów swoim kolorem do góry (są to tzw. dyski bazowe). Następnie tę samą czynność wykonuje czarny, przy czym musi uważać, aby jego magnesy nie złączyły się z tymi leżącymi już na stole.
Następnie gracz biały musi wziąć jeden magnes ze swojej puli i dołożyć go na matę swoim kolorem do góry…
Łaaaał! Dokładanie magnesów na planszę tak, żeby się nie złączyły. A mnie się wydawało, że Chińczyk jest nudny…
…przy czym robi to całkiem inaczej niż na początku. Otóż dokładany magnes musi częściowo unosić się na poduszce magnetycznej dysku bazowego tworząc tzw. „stójkę”. Następnie swoją stójkę dokłada przeciwnik, itd.. Wszystko byłoby pięknie-ładnie, gdyby nie to, że układanie stójek nie może spowodować zmian na planszy, które są określane mianem fauli. Kiedy gracz spowoduje faul – jego tura natychmiast się kończy.
Faul? Czyli nie wolno nikogo kopać po kostkach?
Otóż z faulem mamy do czynienia gdy:
– dwa (lub więcej) dyski leżące na macie złączą się,
– stójka znajdująca się na macie opadnie na płasko (zamieniając się w dysk bazowy),
– dysk z maty przyczepi się do dysku, który gracz ma w ręce
– dysk lub wieża (kilka dysków ustawionych jeden na drugim) przemieści się o odległość większą niż ich średnica
– dysk znajdujący się na macie całkowicie wyjdzie poza narysowany okrąg.
W zależności od tego który rodzaj faula wystąpił, wprowadzane są odpowiednie zasady:
– jeżeli dwa (lub więcej) dyski leżące na macie złączą się, przeciwnik musi je zdobyć. Zdobywanie dysków polega na tym, że przeciwnik musi przed swoim ruchem, złapać jeden z połączonych dysków i unieść go tak, aby wszystkie połączone dyski utworzyły wieżę, którą następnie gracz może umieścić w dowolnym miejscu maty, swoim kolorem do góry. Oczywiście podczas zdobywania nie wolno wykonać innych fauli.
– jeżeli stójka znajdująca się na macie opadnie, gracz po prostu kończy swoją turę.
– jeżeli dysk (lub wieża) znajdująca się na macie przyczepi się do dysku, który gracz ma na ręce, grający bierze wszystkie te dyski i dołącza do swojej puli.
– jeżeli dysk lub wieża za bardzo się przemieści, gracz po prostu kończy swoją turę.
– jeżeli dysk lub wieża opuszczą okrąg, grający zabiera je z powrotem do swojej puli.
I tak przebiega rozgrywka do momentu kiedy jednemu graczowi skończą się dyski znajdujące się w puli. Wtedy też następuje podliczanie punktów: gracze podliczają wszystkie dyski, które mają ustawione w wieżach (czyli w stosach składających się z minimum dwóch magnesów), a od wyniku odejmują liczbę dysków, która pozostała im na ręce. Oczywiście zwycięża grający z lepszym rezultatem.

Ponadto gra może natychmiast skończyć się w jednym z trzech przypadków:
– kiedy gracz sprawi, ze jeden z dysków dotknie czerwonego dysku;
– kiedy czerwony dysk złączy się z dyskiem, który gracz ma w ręce;
– kiedy na macie nie będą znajdowały się żadne dyski (wieże) w kolorze gracza.
We wszystkich powyższych wypadkach gra kończy się natychmiastową przegraną gracza.
No cóż, nie brzmi to jak gra logiczna. Zagrajmy kilka razy, żebym mógł sobie wyrobić jakieś zdanie o tym tytule.
Game in progress
Jak już po przeanalizowaniu można się domyślić – Polarity jest gra bardziej zręcznościową niż logiczną. Podczas rozgrywki najważniejsza jest umiejętność odpowiedniego ustawiania magnesów, nie powodując przy tym fauli. W sumie to nie do końca – czasem opłaca się faulować. Dzieje się tak, kiedy na planszy jest już tyle stójek, że gracz nie ma już gdzie dołożyć kolejnych (lub boi się ryzykować). Wtedy też grający powinien postarać się dokonać „konwersji” tj. przewrócić jedną ze swoich stójek, zamieniając ją w ten sposób w dysk bazowy. Co prawda w wyniku takiej czynności traci kolejkę, ale zyskuje nowe miejsce do ustawiania swoich stójek.
Ustawianie magnesów w pozycji półlotu sprawia niemałą frajdę. Nieźle trzeba się nakombinować, aby na macie wpasować swoją kolejną stójkę tak, aby nie spowodować przy tym reakcji łańcuchowej, w wyniku której przeciwnik dostanie od nas w prezencie kilka wież (a co za tym idzie – zdobędzie przewagę, a szala zwycięstwa przechyli się na jego korzyść).

Rozgrywka jest lżejsza niż może wydawać się na pierwszy rzut oka i sprawia przy tym masę radości. Ustawianie wielokrotnych stójek (kilku do jednego dysku bazowego lub kilku w linii) jest dość dużym wyzwaniem, które jednak trzeba podjąć, aby odpowiednio zapełnić matę, zmuszając w ten sposób przeciwnika do wykonywania fauli. Sprawia to, że rozgrywka jest niezwykle przyjemna dla widza. Możecie być pewni, że jeżeli zaczniecie grać w Polarity w jakimś publicznym miejscu to po kilku minutach będziecie mieli wokół siebie wianuszek widzów, których zafascynuje gra w magnesy.
Niestety gra nie jest idealna. Wiele osób może być zafascynowana wspomnianym wyglądem rozgrywki, ale po bliższym zapoznaniu się z grą może okazać się, że gra nie zachwyca. Często ludzie siadający do partii oczekują czegoś zupełnie innego i przez to niezbyt miło się rozczarowują. Do tego dochodzi fakt, że nowicjusz nie ma praktycznie żadnych szans z osobą, która grała już więcej niż 2-3 razy. Ustawianie stójek jest czymś co trzeba wyćwiczyć, dlatego wskazane jest, aby partie były rozgrywane przez osoby, które stoją na podobnym poziomie, jeżeli chodzi o ustawianie stójek.

Do tego dochodzi jeden problem, może niezbyt wielki, ale na tyle istotny, że należy o nim wspomnieć. Otóż w związku z tym, że w grze znajdują się silne magnesy trzeba bardzo uważać, aby w ich pobliżu nie znalazły się sprzęty elektroniczne, które pod wpływem oddziaływania pola magnetycznego mogą zostać uszkodzone. Możecie powiedzieć, że się czepiam, ale jeżeli to Wy mielibyście wrzucić do plecaka z Polarity swój najnowszy odtwarzacz mp3 lub aparat cyfrowy to lepiej ostrzec już teraz, niż żebyście potem mieli tego żałować.
Mnie Polarity spodobało się i cieszę się, że udało mi się je zakupić. Gra nie jest może tania jak na zręcznościówkę (jej cena to około 100zł), ale wprowadza pewien powiew świeżości do kategorii dexterity games. Widok latających magnesów jest czymś, co chyba warte jest poświęcenia tych kilku złotych. Kiedy jeszcze do tego dołoży się zdziwione miny widzów, to gra staje się bezcenna (tekst niczym z pewnej reklamy kart kredytowych).
Podsumowując
Ogólnie, polecam ten tytuł osobom chcącym spróbować na własnej skórze gry zręcznościowej, która w dość oryginalny sposób wykorzystuje oddziaływanie pola magnetycznego. Do tego osoby te muszą być świadome tego, że za stosunkowo dużą kwotę otrzymują kilkadziesiąt magnesów oraz lnianą planszę.
Co więcej – wydaje mi się, że Polarity idealnie nadaje się jako pomoc dydaktyczna na lekcje fizyki, których tematem są zagadnienia związane z magnetyzmem. Sam pamiętam, że najciekawszą częścią lekcji były doświadczenia i pokazówki, a Polarity może w ciekawy sposób zilustrować jak działają na siebie magnesy.
Nie polecam tej gry osobom, które nie są sprawne manualnie, ani nie przepadają specjalnie za grami zręcznościowymi. Niech lepiej przejdą obok tego tytułu (no, ewentualnie mogą popatrzeć jak inni grają). Nie jest to bowiem coś, co chcą mieć i lepiej żeby zainwestowali pieniądze w coś, co bardziej będzie adekwatne do ich oczekiwań.

Tytuł: Polarity
Autor: Douglas Seaton
Liczba graczy: 2
Czas rozgrywki: 20-30min
Wiek graczy: od 10 lat
Wydawca: Temple Games

Ocena ogólna: 4/5
Wykonanie: 5+/5 (+ za plastikową wypraskę z przykrywką – takie coś powinno być w większości gier!)
Złożoność: 3/5

Polarity na BGG

Autorem powyższej recenzji jest: uiek. Tekst został pierwotnie opublikowany w niefunkcjonującym już serwisie Kraina Gier i – po uzgodnieniach z redakcją tamtego portalu – przeniesiony na łamy Spiellust.net.

You may also like...

Dodaj komentarz

Proszę, podziel się swoimi wrażeniami o przeczytanej recenzji.

Wypełnij krótką ankietę


Nie, dziękuję. Może zostawię komentarz…