Regatta (recenzja)

W 2010 roku francuskie wydawnictwo Gigamic wyprodukowało kilka gier w charakterystycznym pudełku o kształcie sześcianu. Ta swoista seria zawiera tytuły szybkie i lekkie, raczej rodzinne, z potencjałem – a niekiedy wręcz wyraźnie profilem – wyraźnie  imprezowym.

Zasadniczo popularność i rozpoznawalność tej linii produktów Gigamica jest w Polsce niewielka, a szkoda – bo pojawia się wśród nich chociażby taka Coyote (czyli Pow Wow, która powróciła w ten sposób do swojej pierwotnej nazwy), jest dynamiczna, losowa i sympatycznie wkurzająca Wazabi, jest przyciągająca oko runiczna RÖK- niby tylko garść bakalitowych kamieni, a w rzeczywistości bardzo sympatyczna gra typu wypatrz-znajdź-złap. I jest wreszcie najbardziej może z nich wszystkich oryginalna Regatta, o której właśnie chciałem dzisiaj napisać.

Regatta to gra wyścigowa niekoniecznie tylko dla fanów żeglarstwa. Już na pierwszy rzut oka przyciąga uroczymi łódeczkami w roli pionków i jednocześnie dziwi brakiem planszy. Obszar gry wyznaczymy po prostu na naszym stole .W tym celu przed rozgrywką rozmieszczamy na nim cztery boje. Dwie wyznaczają linię startu-mety, dwie pozostałe dystans wyścigu, który uzgadniamy wspólnie z innymi graczami. Gra opiera się na kartach ruchu, więc każdy grający otrzymuje ich po pięć. Po takich przygotowaniach można już ustawić łódki na linii startu i dać sygnał rozpoczęcia regat.

łodzie i boje, fot. G3
Zasady są banalnie proste. W swojej turze gracz zagrywa po prostu jedną kartę, przemieszcza swoją łódź, po czym uzupełnia rękę, dobierając nową kartę z talii. Niezwykły jest za to sposób użycia karty ruchu. Gracze układają karty przed dziobem swoich łodzi i przesuwają je wzdłuż narysowanych na kartach strzałek. 
Oprócz zwykłych kart ruchu talia zawiera też karty specjalne, które dają dodatkowe możliwości. Karta ‘Doskonałe wyczucie wiatru’ pozwala na zagranie od razu kolejnej, dowolnej karty. ‘Zaklinanie wiatru’ zagrywamy dwukrotnie. ‘Flauta’ hamuje łódź innego gracza, odbierając mu turę.
Żebyście mogli zobaczyć, jak w praktyce działają karty i jak tury gracza łączą się w wesoły wyścig żaglówek, podpinam filmik prezentujący grę zrealizowany przez wydawnictwo Gigamic:
To czego nie pokazuje wideoprezentacja gry to alternatywa dla akcji zagrania karty. Kto nie chce lub nie może zagrać karty, ma prawo wymienić od 1 do 3 kart z ręki na nowe karty z talii albo zwrócić łódź w bardziej pożądanym kierunku. Co prawda w rozgrywce korzysta się z tych opcji raczej rzadko, niemniej są momenty, że te wybory okazują się korzystne. I ostatecznie dzięki temu obchodzi się nieco losowy charakter rozgrywki.
Bo że Regatta jest grą odczuwalnie losową, nie da się zaprzeczyć. W praktyce jednak nie bardzo to przeszkadza. W stosunku do czasu rozgrywki, który wynosi ok. 15-20 minut, stosunek decyzyjności graczy jest całkiem w porządku. Zresztą to przecież nie wyścig o złote kalesony. Gra została pomyślana w taki sposób, żeby przynosiła sporo frajdy i w udany, a do tego niebanalny sposób to czyni. Do tego jest dynamiczna i budzi pozytywne emocje, bo poza zagraniem ‘Flauty’ nie ma tu żadnej negatywnych interakcji.
Na mnie osobiście Regatta zrobiła bardzo pozytywne wrażenie. Jak na planszówkowe wyścigi to duże dokonanie, bo wyścigówek nie darzę jakąś szczególną estymą – poza może klasyczną Mississippi Queen (ale tam bardziej niż charakter gry przyciąga mnie mechanizm napędzania stateczków) i Pędzącymi żółwiami (tu zaś zdecydowanie plusuje element humorystyczny i megakrótki czas rozgrywki). W porównaniu z obiema tymi tytułami Regatta wypada nawet ciut lepiej. W Mississippi Queen człowiek żmudnie przedziera się tym swoim powolnym parowcem z heksa na heks planszy, to zresztą zupełnie inny charakter gry, sporo kalkulowania i szacowania – w Regatta można poczuć wiatr w żagle, powietrze, przestrzeń, fale, czysty relaks. Z Pędzącymi żółwiami tytuł Gigamica wygrywa u mnie większym wpływem gracza na tok gry – w obu tytułach gramy z pięcioma kartami na ręce, ale Knizia nie dał graczowi możliwości ich wymiany. Pewnie, że gra Knizii to tytuł przeznaczony typowo dla dzieci i dlatego nie chcę obu tych gier zbytnio porównywać, nawet jeśli i gra Gigamica jest od 5 lat. Po prostu Regatta z punktu widzenia dorosłego bardziej do mnie trafia. Także z powodu oprawy wizualnej.

karty i książeczka z instrukcjami, również polską, fot. G3
Kto nie miał okazji pościgać się tymi sympatycznymi łódeczkami, temu serdecznie polecam spróbować. Podejrzewam, że wielu z Was uzna tę grę za ciekawe uzupełnienie domowej półki z planszówkami. Szczególnie jeśli szukacie akurat sympatycznego fillerka, którego spokojnie można zaproponować nawet tym (jeszcze) niegrającym krewnym i znajomym.

Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 9/10
strategia / taktyka: 6/10
losowość: 4/10
interakcja: 2/10
wykonanie gry: 10/10
stosunek cena do jakości: 9/10

moja ocena dla „Regatta” w serwisie BGG: 8

Podstawowe informacje o grze:

Tytuł: Regatta
Liczba graczy: 2 – 4
Wiek: od 5 lat
Czas gry: 20 min
Wydawca: Gigamic
Projektant: Emmanuel Fille, Martine Moisand
Instrukcja: międzynarodowa, w tym także po polsku

Zawartość pudełka:
* 55 kart
* 4 łodzie
* 4 boje
* płócienny woreczek
* instrukcja.

„Regatta” w serwisie Boardgamegeek

You may also like...

Dodaj komentarz