Żabki, mądry poddany i latający koń

W starożytnych Indiach pewien król w skazał swego poddanego na śmierć. Mężczyzna zaczął błagać, żeby mu darowano karę, obiecując:, „Jeśli królu będziesz miłosierny i oszczędzisz moje życie, w ciągu roku nauczę twego konia latać „.

„Zgoda”, powiedział król, „Ale jeśli w tym czasie koń nie będzie umiał latać, zostaniesz stracony’.

Kiedy jego pełna niepokoju rodzina zapytała później mężczyznę, jak on to zamierza zrobić, ten odpowiedział: „W ciągu roku król może umrzeć lub koń może zdechnąć, lub, kto wie, koń może nauczyć się latać”.

No dobrze, tak, zaczęło się inaczej niż zwykle. Ale, spokojnie, nic mi się nie pomyliło. Może się zdawać, że ta krótka opowiastka Anthonego de Mello nie pasuje do ilustracji zapowiadającej recenzję Army of Frogs, znanej u nas jako Żabki. Ale przecież rzeczy nie zawsze są tym, czym się wydają… Taki mądry poddany albo latający koń więcej nam maja do powiedzenia, niż byśmy się tego spodziewali. Ale o metafizyce w swoim czasie.

Teraz tradycyjnie, nieco żmudnie i empirycznie, o tym, kto jest kto i co się komu udało: John Yanni to autor znany w Polsce dzięki grze Hive, którą jako Rój wydała w polskiej edycji firma G3. To samo G3 stoi za polską edycją Army of Frogs. Obie gry tematycznie są do siebie nieco podobne, a jednak zdecydowanie inne. Chronologicznie rzecz biorąc, powinniśmy na Spielluście napisać najpierw o Hive (Roju) – ale może i dobrze się dzieje, że na pierwszy ogień idą Żabki. Bo to i gra zdecydowanie łatwiejsza i przystępniejsza, choć obie opierają się na podobnym patencie: figury do gry jako bakelitowe płytki, a same gry – z grubsza biorąc logiczne. Z grubsza, bo Żabki są co prawda grą logiczną, ale z dużym elementem losowym. Ale o losowości też.. w swoim czasie.

Od czego zaczyna się gra? … Od pudełka. Pudełku Żabek na imię Army of Frogs. Co stanowi mały paradoks, bo to jest przecież polskie wydanie. Ale ostatecznie wydanie, które ja nazywam na swoje potrzeby „wydaniem dystrybutorskim”. To znaczy zachowuje się tu oryginalne komponenty, dodaje polskie informacje na pudełku, najczęściej w formie naklejki i w miarę możliwości kolorową polską instrukcję. Znamy ten sposób wydawania z produkcji wydawnictwa Albi, choćby ostatnio w ten sposób spolszczonego Chicago Poker. W sumie można się tylko cieszyć, że G3 powstrzymało się od naklejania polskiego tytułu na froncie. Dzięki temu mamy możliwość w pełni podziwiać oryginalną oprawę graficzną autora gry. To ucieszy szczególnie kolekcjonerów.


W solidnym twardym pudełku znajdziemy worek z materiału, 40 bakelitowych kamieni z żabkami w 4 kolorach, do tego 4 okrągłe znaczniki graczy w odpowiednich barwach i polską kolorową instrukcję. Wszystko sprawia naprawdę miłe wrażenie. Żabki są poręczne, aż chętnie się je trzyma. Worek ma utwardzone dno, co ułatwia wyławianie z nich pionków żab.

Grać w Żabki można w 2, 3 lub w 4 osoby. Przy 2 lub 3 graczach odkłada się do pudełka nieużywane kolory żabek. Grę zaczyna się tylko ze znacznikiem gracza przed sobą, a ten się w tej grze bardzo przydaje, szczególnie takim osobom jak ja, które często zapominają jakim kolorem grają. Same żabki czekają jeszcze w worku, aż gracze po kolei wylosują z worka po dwa kamienie i położą je przed sobą. Teraz już można zaczynać partię. Gracze po kolei rozgrywają swoje ruchy i wspólnie tworzą coś co można by nazwać planszą, ale łatwiej opisać jako wyspę, albo zwartą gromadę żab.

O zwartość tej gromady dbają „zasada jednej wyspy” i „zasada linii’. Pierwsza zabrania wykonywania akcji w wyniku której żaby zostałyby rozdzielone na dwie lub więcej wysepek -gromad, druga z grubsza mówiąc – zabrania tworzenie pojedynczych linii żab, co wymusza bardziej koncentryczne układanie kamieni i gwarantuje więcej możliwości sensownych przemieszczeń.

Na ruch gracza składają się 3 akcje: ruch, dołożenie, dobranie. Trzeba je wykonać jedna po drugiej. Jeśli jakiejś akcji nie można w danym momencie wykonać, po prostu opuszcza się ją i przechodzi do następnej.

Ruch polega na przemieszczeniu jednej ze swoich żabek leżących już na stole. Kamienie żab mają kształt hexa i każda żaba może potencjalnie poruszać się w 6 kierunkach. Jednak żeby poruszyć żabą, trzeba przeskoczyć nią ponad co najmniej jedną inną żabą i wylądować na pustym polu. Żaba może wykonać dowolnie wiele przeskoków nad innymi żabami, ale nie może wrócić na pole, z którego zaczęła ruch. Ot, takie zabezpieczenie przed (prze)kombinowaniem.

Po ruchu gracz wybiera jedną z żab ze swojej puli i dokłada do żab z gromady. Jeśli dokłada żabę w swoim kolorze, nie może jej umieścić obok innych swoich żab. Żaby przeciwników można dokładać w dowolny sposób.

Po dołożeniu gracz uzupełnia swoja pulę losując kolejną żabę z worka.

O zwycięstwie gracz może zacząć myśleć tak naprawdę dopiero, gdy na wyspie będzie co najmniej 7 jego żabek i gdy uda mu się je połączyć w jedną zwartą grupę. Ale uwaga, jeśli na wyspie pojawi się 8, 9 a potem może i 10 jego żab, to musi połączyć odpowiednio większą ich liczbę. Innymi słowy: wszystkie swoje żaby na wyspie.


Co z tego wszystkiego wynika w praktyce? Przede wszystkim i a propos losowości: Nietrudno zauważyć, że żaby, które wyciągnie gracz niekoniecznie muszą być żabami w jego kolorze, ba ,zdarzyć się może nawet, że kilka tur pod rząd gracz będzie zmuszony dokładać do wyspy żaby przeciwników. Czy to źle?

W Świecie Gier Planszowych (tak czytam, choć to czasopismo wychodzi z takimi opóźnieniami, że można mieć czasem wątpliwości czy jeszcze istnieje), w Świecie Gier Planszowych więc Adam Folko stwierdza:

[W Żabkach] przy dwóch osobach zdarzają się sytuacje, że jeden gracz wystawia dużo mniej swoich żetonów niż przeciwnik. Gracz drugi ma przez to przewagę, w grze zaczyna brakować równowagi. W późniejszej fazie przy dobrej grze może dojść do pewnego wyrównania, można tę różnicę w pewnym stopniu zniwelować, ale jest to nieładne z punktu widzenia rozgrywki, no i niesprawiedliwe.

Adam Kałuża w artykule Rój vs Żabki, ŚGP o5/2008
Adam ma rację, że takie sytuacje się zdarzają, nie tylko zresztą w grze 2-osobowej, ale ja mam wrażenie, że Adam coś jednak chyba ważnego w tej grze przegapił. A na pewno Adam nie próbował… uczyć konia latać.

Opowiastkę de Mello, którą przytoczyłem na początku tej recenzji, przytoczyłem nie bez powodu. I teraz właśnie się ona okaże szczególnie przydatną. Jaki jest jej morał? A taki, że czasem mądrze jest zagrać na zwłokę. I to jest właśnie ten element, który sprytny poddany i jeden w przyszłości może latający koń świetnie obrazują.

Żabki to nie jest taka gra równych szans. To nie warcaby, gdzie można coś zaplanować i przeprowadzić. Żabki to gra, gdzie trzeba sobie radzić z tym, co mamy w ręku. W tej właśnie losowości Żabek cały ich urok. Bo tu losowość wymaga na nas myślenie taktyczne, reakcję na dany moment, elastyczność, a przy grze w 3 i 4 nawet dyskretną współpracę z przeciwnikami. Jeśli nie idą nam do puli nasze żabki, zawsze można dołożyć przeciwnikowi następną do wyspy, tak, żeby musiał się namęczyć z dostawieniem jej do reszty już, albo prawie już gotowej zwycięskiej grupy. Czasem – w grze w 3 i 4 – wzmocnimy jednego z mniej groźnych przeciwników, żeby osłabić lidera i trochę zwłoki uszczknąć dla siebie. W ten sposób zyskujemy czas na następne tury. Byleby tylko zrozumieć tą zasadę raczej wcześniej niż „w późniejszej fazie gry”. Wtedy szanse na to, że koń poleci, raczej marne.

Co ciekawe, rozgrywka w Żabki – zależnie od liczbie graczy- ma odmienny charakter. Gra w 2 osoby jest krótka, nieco leniwa, spokojna i w moim odczuciu raczej relaksująca, choć jest to jednak wciąż jakieś zmaganie się dwóch umysłów. Pewnie, że dużo zależy od wyciąganych z worka żab. Potencjalnie jest możliwe, że wyciągniemy po prostu 7 kolejnych żab i jeden z graczy wygra, potencjalnie możliwe, ale na szczęście raczej mało prawdopodobne. Więc spokojnie strategia grania na zwłokę może tu zadziałać. Ja grę dwuosobową w Żabki bardzo lubię, nawet jeśli mam czasem wrażenie, że gram w jakąś minigrę.


Przy grze w 3 osoby, jest zdecydowanie ciekawiej, choć zdarzy się nieraz pewnie, że końcówka gry będzie dla kogoś szczególnie emocjonująca, szczególnie wtedy, gdy w jakiś ostatnich dwóch rundach przyjdzie mu stwierdzić, że coś jednak mu się pomyliło i jedyny ruch jaki może wykonać, to ruch, który da zwycięstwo innemu graczowi. Niektórzy, jak czytałem i słyszałem, nazywają to (niesłusznie?) kingmakingiem, ale ja bym się na ich miejscu tak nie tłumaczył z przegranej. Dla mnie to urok tej gry przy 3 osobach. Nie wiem jak Żabki to robią, ale mnie fascynuje nawet przegrywanie w takiej rozgrywce.

Gra w 4 osoby jest zdecydowanie najbardziej dynamiczna, zażarta, a przy okazji jeszcze bardziej nieprzewidywalna niż poprzednie dwie odsłony Żabek. Oczywiście dużo więcej interakcji i możliwości przeskakiwania żabką, w końcu i wyspa przecież rozleglejsza. O szkółce latania dla konia wspominać już chyba nie muszę…

Komu się Żabki spodobać mogą? To pytanie, na które odpowiedź jest znacznie trudniejsza niż ocena samej gry. Bo Żabki to gra szczególna. Jednych ujmie już samym interesującym pomysłem i wykonaniem innych specyficznymi zasadami: prostymi, a jednak z jakimś drugim dnem. Powiedziałbym nawet – to gra z pewnym przesłaniem, morałem. Mnie zachwyciła właśnie tym zmuszaniem do wyczucia odpowiedniego momentu, do grania na zwłokę; niewiele jest gier, które w ten sposób określają rolę gracza w rozrywce. Mechanicznie jest to właśnie gra specyficzna, nie z tych idealnych, ale na pewno z tych lepszych. I podejrzewam, że co bardziej otwarci z tych bardziej ogranych też będą w stanie zobaczyć w Żabkach coś urzekającego. Dla jednych będzie to miły przerywnik, dla innych ciekawa gra z pogranicza gier losowych, dla kogoś zaś przekąska przed Hivem (Rojem).

Przez swoje proste zasady są Żabki oczywiście również świetną grą dla początkujących, a nawet świetną gra rodzinną. Do tego świetnie się nadaje do zapakowania na wyjazd czy wycieczkę, a do zabawy nie trzeba stołu, bo grać w nią można niemal gdziekolwiek bądź.

Szkoda, że jest to tytuł w Polsce wciąż mało znany i mało popularny. Może pewną barierą jest tutaj wciąż cena. Gra o koszcie powyżej 40-50 złotych raczej słabo przemawia do rodzin jako zakup z ciekawości i na próbę. Ale to już opowieść na inną okazję.

Dziękujemy wydawcy gry – firmie G3 s.c.
za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 8.5/10

strategia / taktyka: 6/10
losowość: 6/10

interakcja: 8/10
wykonanie gry: 10/10
stosunek cena do jakości: 10/10

moja ocena dla „Army of Frogs” w serwisie BGG: 8

Podstawowe informacje o grze:

tytuł: Żabki/Army of Frogs
Liczba graczy: 2 – 4 osoby
Wiek: od 7 lat
Czas gry: 45 min
Wydawca: G3
Projektant: John Yanni
Instrukcja: polska

Zawartość pudełka:
* 40 bakelitowych kamieni żab
* 4 znaczniki graczy
* worek
* instrukcja

Army of Frogs/ Żabki na BGG

You may also like...

Dodaj komentarz

Proszę, podziel się swoimi wrażeniami o przeczytanej recenzji.

Wypełnij krótką ankietę


Nie, dziękuję. Może zostawię komentarz…