Zbuduj swoje miasto (recenzja)

Sięgając po „Zbuduj swoje miasto” od razu wiemy, co nas czeka – przynajmniej, jeśli chodzi o tematykę gry. Tytuł zapowiada to jednoznacznie, podobnie jak ilustracja placu budowy na pudełku. Oglądając zatem w sklepie zafoliowaną grę  pojawi się nam nie tyle pytanie ‘Co będziemy robić w trakcie rozgrywki?’ tylko raczej ‘Jak będziemy to swoje miasto budować?” Najkrótsza możliwa odpowiedź mogłaby brzmieć: „Szybko, łatwo i przyjemnie.” Ale niestety, nie zawsze najkrótsze odpowiedzi mówią wszystko. I niestety, nie wszystkie przekazują prawdę prawdziwą dla wszystkich. Pewnie dlatego wymyślono kiedyś recenzje. Ta będzie kolejną z długiego szeregu wielu…
Najpierw więc o zawartości pudełka „Zbuduj swoje miasto” i jakości wydania. W opakowaniu typowym dla karcianych gier wydawnictwa Amigo, na licencji którego powstała polska edycja wydawnictwa G3, zmieszczono 110 kart i instrukcję. Wykonanie gry nie odbiega od standardu, do którego przyzwyczaiły nas wcześniejsze karcianki Amigo/G3. Karty są solidne, wzorowo wydrukowane, a co najważniejsze – przejrzyste i funkcjonalne. Warto dodać, że graficznie wypadają nawet ciut lepiej niż te z edycji niemieckiej, bo o ile ilustracje awersów – które jednym podobają się bardziej innym mniej – pozostały oryginalne, rewersy kart na potrzeby polskiego wydania zmieniono, umieszczając na nich grafikę z pudełka (stworzoną specjalnie dla edycji G3). 
Szczególnie udaną częścią tej gry jest jej instrukcja, świetnie opracowana, czytelna, w jasny sposób tłumacząca zasady gry.
No właśnie, zasady gry… Gracze zaczynają rozgrywkę z kilkoma startowymi kartami na ręce, a potem właściwie jednocześnie rozgrywają po kolei trzy etapy rundy i powtarzają te rundy tak długo, aż któryś z nich uzbiera 50 lub więcej punktów zwycięstwa, wygrywając w ten sposób całą partię.
Na początku każdej rundy gracz wybiera z ręki kartę budynku, który chce wybudować. Zamiast tego może albo dobrać z zakrytego stosu pięć kart budynków i zachować sobie z nich jedną albo – raz w grze – wziąć kartę ‘Architekt’.
Po rozegraniu tej pierwszej fazy, każdy gracz, który zdecydował się na wybór karty, odkrywa ją, układa przed sobą i płaci wskazany na niej koszt budowy, odrzucając odpowiednią liczbę kart z ręki. Niekiedy koszt budowy może być niższy od podstawowego – a to za sprawą budynków wybudowanych przez gracza wcześniej. Jest też w talii karta ‘Ekipa budowlana’, pozwalająca wybudować nie tylko jeden a dwa budynki, ograniczenie dotyczy tu tylko maksymalnego kosztu budowy każdego z nich.

Rundę kończy faza ‘Przychodu i punktów zwycięstwa’. Tu ponownie karty przyjmują funkcję pieniędzy. Gracze zliczają przychód z wyłożonych już we własnych miastach: ‘Architekta’ (zapewnia zawsze 1 kartę) i budynków (wartość przy zielonej ikonce z $), po czym dobierają ze stosu odpowiednią liczbę kart. Na ręce można mieć ich maksymalnie 12. 
Pobrawszy przychód, ponownie sprawdza się wszystkie karty w swoim mieście i sumuje punkty zwycięstwa (wartość przy pomarańczowej ikonce z gwiazdką). Punkty zwycięstwa zapisuje się na kartce papieru, doliczając je do punktów zebranych w poprzednich rundach.

Co ważne, wiele kart budynków wchodzi ze sobą w różne relacje i zależności. Wspomniałem już o zmniejszeniu kosztów budowy przy wcześniejszym wzniesieniu odpowiednich obiektów w mieście. Podobnie ważne jest efektywne projektowanie miasta z myślą o przychodzie i punktach. Oprócz budynków, które przynoszą punkty bezpośrednio, pojawiają się bowiem i takie, których wartość przychodu czy wartość punktowa zależy od innych czynników. Na przykład ‘Park przemysłowy’ sam z siebie zapewnia 1 kartę, ale z wybudowanym w mieście ‘Centrum badawczym’ już dwie. ‘Willa’ z kolei przynosi 3 punkty zwycięstwa, ale za każdą inną willę w mieście dolicza się za nią kolejne 2 punkty. Bardzo ważnymi elementami są też ikonki ‘samochód’, ‘fontanna’, ‘wózek na zakupy’ widoczne w centralnej części niektórych kart. Warto je umiejętnie kombinować z budynkami, których przychód lub wartość punktowa zależy od ilości tych ikonek na kartach miasta gracza.

Poza kartami, które działają tylko w obrębie naszego własnego miasta, napotkać można w talii również takie, które odnoszą się do budynków wybudowanych przez przeciwników. W ten sposób ta mała, raczej lekka i niezobowiązująca gra zyskuje przynajmniej lekki posmak interakcji, bo mimo że głównie koncentrujemy się na swoim obszarze gry, to i tak musimy od czasu do czasu rozglądnąć się co budują inni i spróbować odpowiednio na to zareagować.

Nie zawsze będzie to bezpośrednio możliwe, bo „Zbuduj swoje miasto” jest grą w sporej mierze losową – gracze runda w rundę ‘zarabiają’ karty i ‘wydają’ karty, więc te przepływają przez rękę i stos z tempem błyskawicy, ale niekoniecznie musi to oznaczać, że zostajemy całkowicie pozostawieni kaprysowi losu. Ostatecznie decyzja, jakie karty użyjemy jako środek płatniczy należy do nas. Kluczową sprawą i trudnością jest tu na pewno umiejętne i w miarę wczesne zapewnienie sobie takiego zestawu budynków, które przynosić nam będą odpowiedni do naszych potrzeb i planów przychód. 

Pewnie to z powyższej refleksji niektórzy znający już tę grę ukuli sobie – moim zdaniem nie całkiem słuszny – wniosek, że gra zmusza do wyrobienia sobie konkretnej taktyki. W istocie bez kart na ręce, a więc odpowiednich możliwości przychodu, nie uda się nam wiele zrobić, ale różnorodność budynków występujących w talii, z ich wieloma funkcjami i potencjalnymi relacjami z innymi kartami talii jest na tyle duża, że pozwala na wiele różnych sposobów osiągnięcia zwycięstwa. 
Większym problemem jest to potencjalne niebezpieczeństwo, że w którymś momencie gry przegapimy szansę na stworzenie optymalnej dla nas kombinacji budynków, przez co kto inny wysunie się na prowadzenie. Ponieważ punkty przyrastają w sposób kumulatywny, zwykle ciężko jest potem takiego lidera dogonić. Takie błędy zdarzać się będą jednak raczej osobom poznającym tę grę, poznawszy już zawartość talii umiemy właściwie ocenić wagę i znaczenie swoich wyborów.
„Zbuduj swoje miasto” jest przeznaczone dla 2 do 5 graczy i w każdym z tych wariantów sprawdza się dobrze. Oczywiście przy większej liczbie graczy jest większe prawdopodobieństwo, że w miastach poszczególnych graczy pojawią się karty, które mogą mieć wpływ na koszty budynków, przychód i punkty ich przeciwników. 
Czas rozgrywki podany na pudełku to 20 minut i nawet w pełnej obsadzie można się w tym czasie zmieścić. (Przy 2 osobach czas gry często zmniejsza się o połowę.) Idealna sytuacja przy tej grze to taka, że każdy gracz sam (i sprawnie) sobie podlicza sobie przychód i punkty, a wszyscy mają do siebie bezwzględne zaufanie. W innym przypadku faza podliczania ‘Przychodu i punktów zwycięstwa’ potrafi się znacznie wydłużyć względem obu wcześniejszych faz rundy, zmniejszając trochę przyjemność z zabawy (A któż lubi nadmierną buchalterię?).

No dobrze, chyba wszystko co najważniejsze już powiedziałem. A nie! Jeszcze o wrażeniach z rozgrywki… I przede wszystkim musiałbym wyjaśnić dlaczego „Szybko, łatwo i przyjemnie” a mimo to nie dla wszystkich…. 
Kto zna „Race for the Galaxy”, „San Juana”, albo je obie, ten grając w „Zbuduj swoje miasto” odnajdzie echa owych tytułów. Przede wszystkim karty w różnych funkcjach: jako waluta i jako budynki, zależności pomiędzy funkcjami i ikonami poszczególnych kart. Czego jednak nie odnajdzie, to głębi obu tamtych gier. W „Zbuduj swoje miasto” Tom Lehmann postawił na maksymalną prostotę mechaniki, zapewne z intencją, żeby stworzyć coś mniej „hermetycznego”, czyli możliwie dla jak najszerszego odbiorcy. To ewidentnie propozycja dla mas, dla graczy niedzielnych, świetna jako gra pierwszego kontaktu i ewentualnie jako fillerek. Działa nieźle, nie jest jakoś przesadnie błaha i (nie)wymagająca, ale już nie bardzo nadaje się jako główny temat rozmów tzw. planszówkowych geeków. Tym może być za prosto, proporcje fazy podliczeń im nieoptymalne (za długo!), wybory, przed którymi stawia ich Lehmann, za miałkie, wpływ na losy rozgrywki – za mały.
Całej reszcie gra ma spore szanse przypaść do gustu: i wciągnąć potrafi i wyraźnie pobudza do rywalizacji. Przy tym nie przemęcza, a daje sporo satysfakcji z rozgrywki. Bo nawet jeśli „Zbuduj swoje miasto” nie wyważa żadnych nowych drzwi (a nie wyważa), tylko w udany sposób czerpie ze sprawdzonych rozwiązań, to przecież bez problemu plasuje się w grupie gier udanych i wartych polecenia. Zresztą: Najlepszą rekomendacją dla tego tytułu jest chyba fakt, ze zdecydowana większość tych, z którymi grałem, wołała o jeszcze…

Dziękujemy wydawnictwu G3
za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 7/10
strategia / taktyka: 6/10
losowość: 4/10
interakcja: 2/10
wykonanie gry: 10/10
stosunek cena do jakości: 10/10

moja ocena dla „Zbuduj swoje miasto” w serwisie BGG: 7

Podstawowe informacje o grze:

Tytuł: Zbuduj swoje miasto
Liczba graczy: 2-5
Wiek: od 10 lat
Czas gry: 20 min
Wydawca: G3
Projektant: Tom Lehmann
Instrukcja: polska

Zawartość pudełka:
* 110 kart
* instrukcja.

„Zbuduj swoje miasto” w serwisie Boardgamegeek

You may also like...

Dodaj komentarz